Czy można polubić sprzątanie?

Odwieczna tradycja sprzątania całego mieszkania w sobotę. Wczesna pobudka, pośpieszne śniadanie i początek cotygodniowej afery. Wymiana pościeli, pranie, odkurzanie, mycie okien, trzepanie dywanów, wycieranie kurzy, układanie w szafie, szorowanie piekarnika, odkamienianie zlewu, porządek na półkach. Kto z nas nie zna chociażby jednej rodziny, której sobotnie sprzątanie było tak bardzo wpisane w życie, że jakiekolwiek wyjazdy czy imprezy w tym czasie nie mogły wchodzić w rachubę. Nie dziwi więc fakt, że po takich ekscesach mało kto lubi sprzątanie. A jest to czynność, z którą warto być za pan brat. Jak tego dokonać?

Doceń swoją przestrzeń
Niezależnie od tego, czy masz już swój ogromny dom, M2, kawalerkę, pokój u rodziców, czy nawet trochę miejsca w biurze – posiadanie swojego kąta to jedna z najważniejszych potrzeb każdego człowieka. Szkoda byłoby więc, gdyby te należące do nas metry kwadratowe brzydziły, odpychały albo były schowane za stertą niepotrzebnych rzeczy. Staraj się zmienić swój stosunek do sprzątania – nie traktuj go jak zło konieczne, ale jak czynność, która pozwoli Ci zadbać i pielęgnować Twoją przestrzeń. Dzięki sprzątaniu dom będzie zachwycał nie tylko gości, którzy na pewno docenią wkład pracy, ale również Ty inaczej spojrzysz na otoczenie.

Nic na siłę
Miałaś wyjątkowo paskudny dzień, a kilka dni wcześniej założyłaś sobie, że to właśnie teraz będzie pora sprzątania? Nie zmuszaj się. Jeśli sprzątanie Cię jeszcze nie relaksuje, to nie ma sensu wmawiać sobie, że umycie podłogi poprawi Ci humor. Najlepiej sprzątania na początku w ogóle nie planować i brać się za porządki tylko wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Warto też wszystko rozłożyć sobie w czasie i nie robić tak, jak wcześniej wspominane rodziny z sobotą. Można założyć z góry, że na wysprzątanie całej przestrzeni i doprowadzenie jej do idealnego stanu będą potrzebne np. trzy godziny w tygodniu. Jak już dowiemy się, ile czasu wymaga nasza przestrzeń to łatwo będzie podzielić go na dni tygodnia. I tak zamiast 3 godzin sprzątania raz w tygodniu zrobi się 25 min dziennie. A nawet i mniej. Gdyż regularne porządki mają to do siebie, że z czasem wykonuje się je coraz szybciej. A co jeśli właśnie masz ten paskudny dzień i nie masz za grosz ochoty na sprzątanie nawet przez 5 minut? Nie rób tego, sprzątanie poczeka, a brudna podłoga nigdzie nie ucieknie.

„Nie mogę się zmusić”
Sterta brudów rośnie, płytki zaczynają się lepić, a kurz osiada na oczach. A mimo to nadal brakuje motywacji, żeby zabrać się za sprzątanie? Jeśli ogrom bałaganu zaczął Cię już przerastać to zacznij sprzątanie od rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność. Spędzasz wiele godzin przy komputerze – wyczyść go dokładnie, monitor, klawiaturę, a nawet wewnętrzny wentylator. Lubisz czytać – poukładaj książki, wytrzyj je z kurzu. Kupiłaś nową piękną sukienkę – znajdź jej godne miejsce w szafie, przy okazji poukładaj inne ubrania. Małymi krokami, skupiając się tylko na rzeczach Ci bliskich wyjdziesz z bałaganu. A dodatkowo dzięki obcowaniu z czymś, co lubisz, nawet nie zorientujesz się, że właśnie wysprzątałeś połowę mieszkania.

Musisz mieć czym sprzątać
Nawet najidealniejsza pani domu nie sprząta gołymi rękami. Każdy by się zniechęcił, jeśli sprzątanie nie przynosiłoby szybkich efektów. Nie ma żadnej przyjemności w tym, że trzeba kilkukrotnie myć okna, a na nich nadal są smugi. Dlatego posiadanie dobrych środków czystości i odpowiednich narzędzi to podstawa, by polubić sprzątanie. Na rynku możemy znaleźć produkty o przeróżnych zapachach i zastosowaniach. Do tego coraz więcej mówi się o sprzątaniu naturalnymi środkami np. octem czy kwaskiem cytrynowym. Możemy postawić na bardzo drogie, ale często dobre środki czystości (w porównaniu z inną chemią o tym samym zastosowaniu, ale znacznie tańszą) lub stworzyć je samemu w domu za kilka złotych. Łamiąca się miotła czy mop, który zostawia kłaczki, też potrafią wyprowadzić z równowagi. W sprzęt warto więc zainwestować i nie tracić niepotrzebnie nerwów, czasu, a nawet w konsekwencji – również pieniędzy.